Wstęp

 

Ponieważ dziedzina leczenia naturalnego jaką jest bioenergoterapia owiana jest wieloma mitami i historyjkami, postanowiłem w dość przystępny sposób oraz prosto z mostu, bez owijania w bawełnę opowiedzieć czym jest bioenergoterapia oraz czym nie jest. Na pewno niektórzy z Was słyszeli przysłowie „kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą”. W ten właśnie sposób wiele osób wyrobiło sobie zdanie na temat bioenergoterapii, jedynie słysząc opowieści innych ludzi, albo też sami źle zrozumieli jak w ogóle działa bioenergia. Wybrałem 10 najbardziej znanych mi mitów i dokładnie przeanalizowałem, co jest w nich prawdziwe a co jest tylko wymysłem.

 

1) Mit - Bioenergoterapia to efekt placebo:
Jeżeli ktoś nie będący zwolennikiem tego typu terapii usłyszy, że komuś pomogła, to najczęściej usłyszycie od takiej osoby, że jest to efekt placebo. To powszechnie znany efekt, który wynika z siły naszego umysłu. Nasz mózg działa w taki sposób, że jeśli jest przekonany o jakimś zdarzeniu, reaguje na nie tak jak by się wydarzyło, bez względu czy rzeczywiście miało to miejsce czy nie, wystarczy, że nasz mózg tak myśli. Tak firmy farmaceutyczne testują swoje leki w próbach ślepych i podwójnie ślepych. Dany lek musi mieć większą skuteczność niż efekt placebo, nie ważne o ile lepszą... wystarczy trochę, a efekt placebo występuje u ok. 30 % osób. Czyli świadczy to o tym jak mało skuteczne mogą być niektóre leki. Według moich statystyk które kiedyś prowadziłem, aż 70% osób twierdziło, że bioenergoterapia im pomaga, a to znacznie więcej niż przewiduje efekt placebo, prawdę mówiąc, to więcej niż efektywność większości działań leczniczych medycyny akademickiej. Kolejną rzeczą jest fakt, że efe
kt placebo nie występuje u zwierząt ani u małych dzieci, gdzie bioenergią uzyskujemy fantastyczne efekty w leczeniu zarówno zwierząt jak i dzieciaczków, ich świadomość jest na tak niskim poziomie, że nie mogą sobie nic wmówić. Prawdą jest że taka terapia nie zawsze pomaga we wszystkich przypadkach, faktycznie są osoby, które nie reagują na leczenie energią, jednak wszelkie dane wskazują na zdecydowanie większą skuteczność niż efekt placebo, co całkowicie obala ten mit.

 

2) Mit - Bioenergoterapia działa na każdego:
W
ielu bioenergoterapeutów obiecuje swoim pacjentom, że są niezwykle skuteczni i na pewno pomogą w danej dolegliwości, sam słyszałem dziesiątki takich opowieści od moich pacjentów. Jeżeli Ci terapeuci twierdzą, przed rozpoczęciem terapii, że na pewno pomogą, to albo jednocześnie są jasnowidzami, albo bioterapia działa na każdego. Częściowo już poruszyłem tą kwestię, teraz jednak nieco się rozwinę w tym temacie. Zacznijmy od tego, że jeżeli spotkacie lub spotkaliście na swojej drodze takiego wspaniałego uzdrowiciela, który będzie zapewniał, że na pewno Was wyleczy, to albo ta osoba kłamie albo s
ama ślepo w to wierzy, nie wiadomo co gorsze. Jeszcze się nie znalazł na świecie sposób leczenia, który działałby na wszystkich, ja przynajmniej takiego nie znam i bioenergoterapia nie jest tutaj wyjątkiem. Są osoby, które z jakiegoś tajemniczego powodu nie reagują na leczenie bioenergią, albo ten proces jest u nich tak powolny, że jest on prawie w ogóle niezauważalny. Do dziś nie udało mi się ustalić dlaczego tak się dzieje, widocznie tak ma być. Może ktoś z Was kiedyś korzystał z takich zabiegów i mu nie pomogły, może obwinialiście za to terapeutę, jednak jedno jest pewne... jeżeli taka sytuacja powtórzy się kilkukrotnie z innymi terapeutami, to na pewno wina nie leży po ich stronie, po prostu ta terapia nie jest dla Was skuteczna i musicie szukać innego rozwiązania.

 

3) Mit - Bioenergoterapia to dzieło szatana:
Nie jednokrotnie na pewno ktoś z Was usłyszał, od znajomego lub w szczególności od księdza w kościele, że bioenergoterapia to dzieło szatana. Sam osobiście miałem co najmniej kilka takich telefonów, od osób które próbowały mnie przestrzec, że igram z ciemnymi i demonicznymi mocami i natychmiast powinienem zaprzestać takich praktyk. Nie wiem jak Wy ale Ja uważam, że żyjemy w takich czasach gdzie tak absurdalne słowa na nikim już nie robią wrażenia, może jedynie poza osobami mocno zakorzenionymi z naukami kościoła. Dzisiaj dziełem szatana kościół nazywa internet, telewizje, samochody, telefony a nawet jogę, właściwie to już niemal wszystko poza kościołem jest dziełem szatana... czy to nie szaleństwo tak myśleć ? Kościół chciałby mieć monopol na ludzi, tak aby bezwzględnie dyktować nam co mamy robić. Tak więc wszystko co mu zagraża staje się automatycznie dziełem szatana. Podsumowując ten temat, uważam, że nie ważne jest narzędzie, tylko osoba która z niego korzysta, jeden z noża zrobi dobry użytek, a inny nim kogoś zabije i tak właśnie to wygląda w rzeczywistości. W policji, szpitalach, sądownictwie a nawet w kościele mamy ludzi którzy czynią więcej zła niż dobra więc nie ważne czym się zajmujemy, tylko co zrobimy z tym „narzędziem” i jakie mamy intencje. Nadmienię, że nie jestem przeciwnikiem kościoła, jestem osobą wierzącą, ale nie potrzebuje do tego pośredników i nie lubię jak robi się ludziom wodę z mózgu.

 

4) Mit - Bioenergoterapia jest niezgodna z naszą religią:
Jest to rozwinięcie poprzedniego mitu. Podobno bioenergoterapia jest niezgodna z Chrześcijaństwem, w każdym razie niektóre osoby tak twierdzą. Znam dokładnie 10 przykazań i nie tam nic, co w jakimkolwiek rozumie
niu mówiło by, że taka forma leczenia jest zakazana. Nie znam też żadnego innego przykazania, które by o tym wspominało. Takie słowa padają z ust osób chodzących do kościoła, które nie popierają bioterapii, jak również od księży, ale jest to tylko ich prywatne zdanie, do którego każdy ma prawo. Są przecież przypadki kiedy to sami księża zajmują się bioenergoterapią, w związku z tym na pewno nie jest to sprzeczne z naszą religią. Zresztą Jezus sam uzdrawiał ludzi i zachęcał do pomagania innym w taki sposób, sam doczytałem się tego w Biblii jakieś 15 lat temu i utkwiło mi to w pamięci do dziś.

 

5) Mit - Bioenergoterapia może zaszkodzić zamiast pomóc:
Spotkaliście się może z osobą, która twierdziła, że bioterapia jej zaszkodziła ? A może sami mieliście taki zabieg i tak uważacie? Ja w każdym razie wielokrotnie słyszałem od pacjentów, że kiedyś mieli już u kogoś terapie i czuli się jeszcze gorzej i że na pewno im to zaszkodziło. Zatem czy to prawda, że bioterapia może nam zaszkodzić? Niestety takie myślenie u pacjentów bierze się tylko i wyłącznie z braku wiedzy o tym jak przebiega proces zdrowienia organizmu. Każdy kto kiedykolwiek robił oczyszczanie organizmu poprzez, np. sokoterapię, głodówkę lub jeszcze coś innego, doskonale wie jak fatalnie można się czuć w tym czasie. Osobiście nie spotkałem się z sytuacją aby bioenergoterapia komukolwiek faktycznie zaszkodziła, natomiast setki razy słyszałem, że ktoś się źle czuł po zabiegach, czasami do tego stopnia, że takie osoby rezygnowały z terapii, bo albo się bały, albo dyskomfort był zbyt duży. Takie nieprzyjemne objawy są tylko i wyłącznie reakcją leczniczą organizmu, nazywa się to kryzysem ozdrowieńczym i jest całkowicie naturalne. Oczywiście takie sytuacje zdarzają się sporadycznie, ale stanowi to problem w niektórych przypadkach i powoduje rozsiewanie p
lotek, o tym, że niby bioterapia komuś zaszkodziła. Tak więc reasumując, bioenergoterapia jest bezpieczna, może się zdarzyć, że komuś nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.

 

6) Mit - Żeby zostać uzdrowicielem trzeba mieć dar który zarezerwowany jest dla nielicznych:
Wiele osób tak właśnie myśli, że uzdrowiciele to wyjątkowe osoby, z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Myślą tak również co poniektórzy bioenergoterapeuci, wywyższając się jednocześnie ponad zwyczajnych ludzi, bo przecież oni mają moc i potrafią uzdrawiać ludzi. Ciekawe tylko czemu bardzo często sami chorują... widocznie brakuje im mocy aby uzdrowić samych siebie :). Osoby, które tak właśnie uważają chciałbym wyprowadzić z błędu. Tak jak każdy z nas potrafi chodzić, biegać, malować, śpiewać i robić wiele innych czynności, tak samo każdy z nas może nauczyć się leczyć innych energią, nie jest to dar zarezerwowany dla wybranych. Każda żyjąca osoba ma w sobie energię, i jest to tylko kwestia treningu aby nauczyć się nią zarządzać. Tak jak ś
piewak, który całe życie szlifuje swój głos. Inna sprawa jest taka, że niektórzy bardziej od innych nadają się do pewnych rzeczy. To, że każdy potrafi śpiewać to wiemy, ale żeby zrobić to wyjątkowo ładnie, trzeba mieć odrobinę talentu i praktyki. Tak samo jest z uzdrawianiem, należy to lubić, poświęcić wiele godzin na praktykę, a przede wszystkim mieć dobre intencje, reszta za sprawą Boskiej energii wydarza się sama.

 

7) Mit - Bioenergoterapeuci to oszuści chcący wyłudzić pieniądze od naiwnych osób:
To jedno z najczęstszych oskarżeń jakie padają na bioterapeutów. W tym wypadku myślę, że niejednokrotnie prawdziwe. Oczywiście, jak wszędzie mamy ludzi uczciwych jak i tych mniej uczciwych. To się zdarza w każdej branży, a w bioenergoterapii nie jest inaczej, życzę Wam, abyście na takie osoby nie trafiali. Jeżeli jednak traficie na terapeutę, który krzyknie Wam jakąś wysoką lub wręcz astronomiczną cenę za zabiegi i jednocześnie będzie obiecywał, że na pewno Wam pomoże, to uwierzcie mi, uciekajcie gdzie pieprz rośnie :). Nie twierdzę, że taka osoba w ogóle nie pomaga ludziom, bo na pewno byli też zadowoleni pacjenci, jednak Ja osobiście jestem przeciwnikiem obiecywania pacjentom cudów. Pewien pacjent opowiedział mi kiedyś historię jak bioterapeuta leczył jego syna z raka mózgu i po pewnym czasie stwierdził, że syn już jest zdrowy … po czym chłopak zmarł 3 tygodnie później. Nie wierzcie w takie bzdury, w takich sytuacjach dopóki nie zrobicie adekwatnych badań lekarskich to nigdy nie ma pewności, zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek i odrobinę dystansu. Jest też druga strona medalu. Bardzo często pacjenci bezpodstawnie oskarżają terapeutów, bo oczekiwali czegoś więcej. Sam czasami padam ofiarą takich oskarżeń. Mimo, że w moim przypadku nie dostaniecie obietnicy poprawy stanu zdrowia przed rozpoczęciem terapii, nie mam w zwyczaju czegokolwiek obiecywać, bo efekty terapii nie do końca są zależne ode mnie. Również podziękowanie finansowe można uregulować po terapii, a kwota jest określona przez pacjenta (wolne datki). Bardziej uczciwie już się nie da, a mimo wszystko czasem jakiś bystrzacha i tak mi powie, że go oszukałem :), bo myślał, że wyzdrowieje w 4 dni, mi
mo że z moich ust to nie padło, a na stronie wszędzie pisze, że to czasochłonny proces. Nie wspomnę, że o jakimkolwiek podziękowaniu mogę w tej sytuacji pomarzyć... i kto tu kogo oszukuje... no ale cóż, takie życie, a z głupotą nie wygrasz :).

 

8) Bioenergoterapeuci to cudotwórcy:
Niejednokrotnie osoby, którym bioterapia pomogła uważają swoich terapeutów za cudotwórców, nadając im Boskie zdolności. Mi również się to wielokrotnie przytrafiło. Niektórzy pacjenci, którzy zostali wyleczeni ze swoich dolegliwości, wyrażają swoją wdzięczność przypisując nam nadnaturalne zdolności, mówią, że jesteśmy cudotwórcami i dziękują Bogu, że nas zesłał. Nie jestem zwolennikiem takiej nadinterpretacji sytuacji. Wszystko to co robimy ma swoje uzasadnienie chociażby w fizyce kwantowej i nie jest żadnym cudem. Wszystkie uzdrowienia nawet te największe, można w łatwy sposób wytłumaczyć, używając praw fizyki, które wszyscy znamy. Nie ma w tym magii ani żadnych cudów. Sama bioenergoterapia to też nie jest żadna magia ani cudotwórstwo, to ta sama siła, która sprawia, że ludzie, zwierzęta, a także rośliny są żywymi istotami. Może i jest w tym coś magicznego, ale w innym rozumieniu, jako fantastyczne zjawisko. Reasumując, jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy nauczyli się kontrolować przepływ energii i używać go w określonych celach, ale tak jak wcześniej wspomniałem, każdy może się tego nauczyć przy odrobinie zaangażowania.

 

9) Bioenergoterapeuta pomagając innym może ściągnąć na siebie i swoją rodzinę choroby pacjentów:
Ś
rodowisko bioterapeutów znam dość dobrze, jak również, jest wiele publikacji na ten temat. Wygląda na to, że zjawisko przenoszenia chorób od pacjentów na siebie czy też swoją rodzinę wydaje się być dość realne, ale dlaczego? Jest dostępna dość spora seria książek o karmie, gdzie właśnie o tym się mówi, jako by pomaganie innym w ten sposób mogło stanowić zagrożenie nie tylko dla nas, ale również dla naszych najbliższych. O ile faktycznie bioterapeuta może zaszkodzić sobie, to moim zdanie absurdem jest mówić, że można zrobić krzywdę osobom trzecim. Nie wiem kto tu chciał kogo zastraszyć opowiadając takie rzeczy, ale temat znam dość dobrze oraz jakby nie było wykonałem wiele tysięcy terapii, a moja rodzina ma się świetnie. W świecie energii w moim rozumieniu, osoba trzecia nie może ponosić konsekwencji działań innych ludzi, czy to jest rodzina czy nie. Tak więc jeżeli chodzi o innych członów rodziny bioenergoterapeutów, to nie ma obaw, ponieważ im się nic nie stanie za sprawą naszych działań. Inaczej ma się sprawa z samymi terapeutami. Tutaj istnieje realne ryzyko przeniesienia się choroby z pacjenta na terapeutę. Spotkałem się z tym osobiście wielokrotnie, nigdy jednak taka sytuacja nie dotyczyła mojej osoby, choć miałem momenty osłabienia na skutek kontaktu z wyjątkowymi wampirami energetycznymi, jednak nie miało to długofalowych skutków za wyjątkiem chwilowej słabości. Wszystkiemu winna jest wymiana energetyczna. Narażeni są na to wszyscy ludzie, my terapeuci znacznie bardziej, ze względu na bliski kontakt z chorymi i ich problemami. Aby zachować zdrowie musimy zachować szczególną ostrożność i trzymać dystans do pacjentów. Jakiekolwiek emocjonalne angażowanie się w ich problemy, może być fatalne w skutkach. W każdym razie, jestem żywym dowodem na to, że nie koniecznie musi tak być, wystarczy wypracować odpowiedni system aby samemu być bezpiecznym i nie musimy się o nic martwić.

 

10) Bioenergoterapia to leczenie dotykiem:
Wielu ludziom bioenergoterapia kojarzy się z leczeniem dotykiem, dlatego też nieraz ciężko im zrozumieć jak działa terapia na odległość. Owszem terapie w gabinecie nie jednokrotnie odbywają się poprzez dotyk, ale tylko dlatego, że po prostu trzeba wybrać jakąś formę pracy, choć niektórzy terapeuci nawet w bezpośredniej terapii nie dotykają pacjenta, pracując jedynie na jego polu energetycznym. Jednak proces leczenia nie odbywa się za pomocą dotyku. Gdyby to było leczenie dotykiem, to wszyscy mogli by się leczyć nawzajem jedynie dotykając się. Zatem czy to prawda, że aby pomóc komuś energią potrzebny jest kontakt fizyczny ?
Należy się pierwsze zastanowić w jaki sposób działa energia i co sprawia, że podejmuje ona określone działanie. Otóż jedyną rzeczą, która steruje energią i nadaje jej działanie jest myśl i intencja osoby wykonującej zabieg. Energia w ogóle nie potrzebuje kontaktu fizycznego. Osoba leczona może być na drugim końcu świata, a energia będzie działać dla niej bez żadnych opóźnień czasowych, ponieważ nie jest ona uwarunkowana czasoprzestrzenią. Ciężko nam sobie nieraz wyobrazić jak to może działać, bez żadnego połączenia, ale czy zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób działają telefony komórkowe? Przecież kabla nie mają. W jaki sposób zatem telefon wie, do którego telefonu ma dzwonić skoro są ich setki milionów? Nie muszę oczywiście tego tłumaczyć, ale przybliżając sytuacje leczenia bioenergią na odległość, sprawa wygląda dokładnie tak samo, wystarczy jakikolwiek kontakt z pacjentem, aby energia wiedziała do kogo ma się udać.

 

Facebook YouTube Witam
ZAMKNIJ